wtorek, 7 września 2010

O zmroku cz.1

Poniższe opowiadanie chcę zadedykować Darii - Tej, która ma mi przeczytać całą sagę "Zmierzchu" ^^


Noc. Księżyc widnieje na niebie. Ogromne wieżowce wznoszą się ku górze. Na jednym z nich ląduje postać o średniej długości siwych włosach. Postać ta odziana jest w czarną kurtkę sięgającą za pas. Długie, czarne buty, ciemne jeansy i granatowa koszulka stanowią resztę jego stroju. Skąd się tu wziął? Pewnie mi nie uwierzycie, ale on tu przyleciał. Tak, przyleciał. Przyleciał tu niczym superbohater z komiksu.
Postać ta siedzi i wpatruje się w dół. I możecie mi nie wierzyć, ale jej wzrok jest bardzo wyostrzony, dzięki czemu widzi niczym przez lornetkę. Czemu, lub też komu się przygląda? Przygląda się pewnej dziewczynie. Czy wspomniałem już, że postać ta jest chłopakiem? Jeśli nie, to robię to teraz. Chłopak przygląda się owej dziewczynie, obserwuje ją bacznie.
- Uwielbiam na Ciebie patrzeć, jesteś niczym najczerwieńsza kropla krwi. Twój zapach wprowadza mnie w stan wariacji. Myślę o Tobie codziennie. Uwielbiam z Tobą czatować, zawsze miło mi się z Tobą rozmawia... - chłopak mówi sam do siebie w myślach.
Dziewczyna powoli znika z pola widzenia dziwnej postaci. Przyjrzyjmy się może teraz dziewczynie. Włosy dziewczyny sięgają jej do ramion, a kolor ich to brązowy. Ma czarną koszulkę, a na niej kraciastą, szaro-brązową koszulę. Resztę dopełniają jasne jeansy z lekko zdartymi kolanami, oraz białe trampki.
Księżyc wynurza się coraz bardziej zza chmur. Teraz dokładnie widać, że panuje pełnia.
Wróćmy do postaci siedzącej na wieżowcu. Chłopak tracąc z pola widzenia dziewczynę wstaje i po woli zaczyna iść w przeciwną stronę. Nagle do jego uszu dociera masa męskich głosów. Siwowłosy, bo tak go będziemy nazywać, kieruje swój wzrok w stronę nadchodzących głosów. Dostrzega bandę tzw. dresów. Nagle wzbija się w powietrze.
- I wtedy łapę tego kujona i sru mu w ryj. Farba poszła. Mówię mu, nie; słuchaj gnoju, raz jeszcze tu przejdziesz to cię w piach wkopę, rozumiesz? I on człowieku zaczął płakać i przepraszać, co za ciota. Kopa mu zasadziłem i uciekł, aż się za nim kurzyło. - opowiadał jeden z dresów.
- Ciekawe... I co było dalej? - wtrącił siwowłosy, który nagle pojawił się za plecami chłopaka.
- Kim ty kur... - chłopak nie zdążył dokończyć słów.
Siwowłosy chwycił go za szyję, uniósł ku górze po czym przyłożył jego krtań do twarzy.
- Mam nadzieję, że jesteś smaczny... - rzekł siwowłosy i wbił swoje kły w szyję dresiarza.
Krew zaczęła opuszczać jego ciało.
- Coś ty za jeden! - zaczęli krzyczeć pozostali dresiarze.
Siwowłosy, wypijając ostatnią kroplę krwi, rzucił ciałem dresiarza na kilka metrów w bok.
- Ja? Ja jestem tylko głodnym wampirem... - odparł z uśmiechem na twarzy.
Banda dresów słysząc te słowa zaczęła uciekać. Siwowłosy wzbił się lekko w powietrze i zaczął lecieć w kierunku uciekających chłopców. Chwycił jednego i uniósł się z nim wyżej. Na całe miasto rozniósł się krzyk przerażonego chłopca, który właśnie tracił życie. Po dłuższej chwili jego ciało padło, a towarzyszyło temu głośne łamanie kości. Wampir unosił się jeszcze trochę na niebie, po czym odleciał z miejsca zbrodni.
Sprawdźmy teraz co u znajomej nam już dziewczyny.
- Jak ja tego nie cierpię... Wracanie do domu po północy... Głupota... "Tato, przyjedź po mnie." "Przyjdź piechotą, tak zdrowiej." Taaa... Zdrowiej, na paliwo mu szkoda, sknera... - myślała idąc ciemnymi uliczkami miasta. Nagle rozległ się głośny skowyt podobny do wilczego. Dziewczyna przestraszyła się.
- Jak ja nie cierpię tych bezpańskich psów... - powiedziała, po czym przyśpieszyła kroku.
"Wilczy" skowyt nie ustawał, a miasto zaczęło zbliżać się ku końcowi. Kilka metrów od miasta znajdował się dość duży las.
- No to pięknie, po prostu rewelacyjnie... - powiedziała ironicznie dziewczyna.
Jej dom znajdował się po drugiej stronie tego właśnie lasu. Dziewczyna weszła w las i ruszyła szybkim krokiem. Chciała jak najszybciej dostać się do domu. Ogromna ilość drzew zasłaniała światło księżyca. Las rozświetlała tylko niewielka ilość świetlistych promieni. Las wyglądał naprawdę ponuro. Skowyt ustał, lecz chwilę później dziewczyna zaczęła słychać dziwne ryki. Nagle dziewczyna poczuła jakby coś przeleciało jej nad głową.
- Spokojnie, weź się w garść, to na pewno tylko sowa, czy inne leśne ptaszysko... - dziewczyna próbowała się uspokoić, była strasznie przerażona.
Wtem z lewej strony zaczął dobiegać coraz głośniejszy warkot. Dziewczyna skierowała tam swoje spojrzenie. Krzaki zaczęły szeleścić, coś w nich się poruszało. Po woli zaczęły się wyłaniać z nich 2 zielono-żółte światła.
- Boże drogi... - wyszeptała przerażona dziewczyna.
Światła zniknęły. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, lecz chwilę potem wyskoczył z krzków owych humanoidalny stwór o wysokości ponad 2 metrów. Bestia zawyła i zaczęła kierować się w stronę dziewczyny.
Dziewczyna chciała uciec, jednak najwidoczniej strach ją sparaliżował. Nie mogła się ruszyć. Patrzyła na kroczące w jej stronę coś. Coś co śmiało możemy nazywać wilkołakiem. Tak, to na pewno jest wilkołak. Przynajmniej tak wynika z jego wyglądu. Psowata twarz, ostre pazury, sierść pokrywająca całe ciało. Wilkołak warcząc coraz bardziej zbliżał się do dziewczyny.
- Zostaw ją... - dało się usłyszeć głos zza pleców dziewczyny. To był nasz siwowłosy.
- Uciekaj, ja postaram się nim jakoś zająć. - powiedział spokojnie do dziewczyny, która wciąż nie mogła się ruszyć.
Wampir podszedł do dziewczyny.
- Wybacz... - rzekł, po czym wbił jej w nogę pazury.
Dziewczyna poczuła ogromny ból, jednak dzięki temu strach ustąpił.
- Uciekaj! - powtórzył raz jeszcze wampir.
Dziewczyna posłuchała siwowłosego i jak najszybciej tylko mogła uciekła z lasu. Słyszała już tylko ryki bestii.
- Mam nadzieję, że nic Ci nie jest... - mówiła do siebie w myślach biegnąc w stronę domu.

Następnego dnia, późny wieczór. Dziewczyna siedzi w altanie na swoim podwórku popijając gorącą czekoladę.
- Witaj... - usłyszała znajomy głos.
Dziewczyna odwróciła się za siebie. Jak się okazało był to głos siwowłosego. Stał oparty o starą wierzbę, która rosła na podwórku dziewczyny.
- Hey... - odparła nieco wystraszona, po czym dodała:
- Dzięki Ci za uratowanie mnie zeszłego wieczoru... A tak właściwie to jak masz na imię?
- Różnie mnie zowią, ale imię me to Michael... Czy teraz ja mogę poznać imię Twe?
- Ja jestem Pauline.
- Miło poznać. Przyszedłem sprawdzić, czy wszystko w porządku. Jak się czujesz?
- Dobrze. Czy to, co wczoraj się na mnie rzuciło, to był...
- Wilkołak? Tak, to był wilkołak.
- Myślałam, że to tylko mit, legenda...
- W każdej legendzie drzemie krzta prawdy...
Dziewczynę zamurowała odpowiedź siwowłosego. Nie wiedziała co ma powiedzieć. Zapanowała więc krótka cisza.
- A właśnie, a co z Tobą?! - przerwała tę chwilę dziewczyna.
- Jak widzisz, nic mi nie jest...
- Nie bałeś się go, zupełnie tak jakbyś...
Wypowiedź dziewczyny została przerwana przez głos jej matki
- Pauline, Nicholas przyszedł.
- Niech przyjdzie za dom. - odpowiedziała dziewczyna.
- Kim jest Nicolas? - zapytał wampir.
- Nicolas? Mój przyjaciel...
- Przyjaciel? Ty nadal wierzysz w przyjaźń?
- Co znaczy nadal?
Michael nic nie odpowiedział. Do naszych bohaterów zbliżał się dobrze zbudowany, piwnooczy chłopak, o czarnych, kręconych włosach. To właśnie był Nicolas.
- Cześć. - rzekł chłopak z daleka, po czym, zauważywszy Michael'a, zatrzymał się.
Jego nozdrza poruszyły się trzy razy, zupełnie tak jakby chłopak coś wąchał.
- Co robisz? - zapytała Pauline.
- Pauline, uciekaj! - krzyknął Nicolas i zaczął biec w stronę Michael'a.
- Zwariowałeś?! Dlaczego?!
- Nie zadawaj głupich pytań! Teraz jestem pewien, że to on!
- Kto taki?!
Nicolas dobiegł do siwowłosego chłopaka, po czym zaatakował go pięścią w twarz. Michael jednak swoją lewą ręką zatrzymał pięść napastnika i ścisnął ją tak, że kapnęła z niej krew. Teraz to wampir poruszył nozdrzami. Chwilę później uśmiechnął się i rzekł do Nicolas'a:
- Heh, więc to ty... Wiedziałem, że nie ma przyjaźni, heh
- Ty zasrańcu, odczep się od niej!
Michael zacisnął mocniej pięść napastnika, po czym miotnął nim w lewą stronę.
- Co wy wyprawiacie! - wrzasnęła Pauline.
- Pamiętasz wczorajszego wilkołaka? Oto on, w swej ludzkiej postaci... - odparł siwowłosy wskazując palcem na Nicolas'a.
- Co?! - Pauline nie mogła uwierzyć w słowa wampira.
W tym momencie Nicolas podniósł się i zaczął szarżować w stronę Michael'a.
- Zgiń! - krzyczał przy tym.
Michael słysząc to wzbił się nad głowę napastnika, po czym wylądował za nim i założył mu dźwignię.
- Czego ode mnie chcesz? - zapytał siwowłosy.
- Spróbuj tylko w nią wbić swoje kły, to wyłamię ci je, morderco! - odparł Nicoslas, po czym wyrwał się z ucisku wampira i powalił go, zadając mu cios w twarz.
- Widzę, że zabawa się rozkręca... - powiedział z uśmiechem na twarzy siwowłosy ocierając twarz.

C.D.N

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz